Noworoczne postanowienia. Znowu

Noworoczne postanowienia. Znowu
Zaraz się zacznie, że po Nowym Roku nie palę, że kończę z fast-foodami, że codziennie będę biegać, że nie będę pić tyle kawy, że w ogóle to zmienię swoje życie na lepsze. Wydaje mi się, że ludzie mają potrzebę wielkich zmian i ten Nowy Rok jest zawsze świetną okazją, żeby oddzielić te 365 dni grubą kreską i zacząć od początku. I ja się z tym zgadzam, to dobry pomysł, żeby nie rozpamiętywać przeszłości i żyć dalej, zamieniać swoje wady w zalety.

Ale najczęściej po jakichś dwóch tygodniach (albo i mniej) od Nowego Roku słyszę: „nie no ja pamiętam o postanowieniach, ale nie mogę tak do razu nie napić się kawy z rana”, „oj dobra, tylko jednego zapaliłem”, „pizza to nie fast-food, a poza tym od czasu do czasu to można”, „zrobię sobie małą przerwę w postanowieniach”. Dlaczego to się zazwyczaj tak kończy? Bo to tak jakbyśmy na tydzień przed sylwestrem zjedli tonę kebsów, chipsów i frytek z Maca, wypalili kilka paczek papierosów i wypili hektolitry kawy, a 1 stycznia powiedzieli: „już nigdy więcej!”. Dużo osób tak właśnie robi – stawia sobie duże cele na długi, bezterminowy okres czasu, ale niekoniecznie dlatego, że naprawdę chcą i potrzebują tych zmian, ale dlatego, że to już pewnego rodzaju tradycja.

A może lepiej nie czeka do końca roku, żeby coś zmienić? Niech koniec dnia będzie oddzielony grubą kreską, tak żeby rano obudzi się i wiedzieć, że zaczął się nowy dzień i to właśnie dziś wszystko jest możliwe. Można obiecać sobie wieczorem, że jutro nie zapalę papierosa, nie wypiję kawy, nie zjem żadnego fast-fooda, a wieczorem pójdę pobiegać. Szansa powodzenia? Na pewno większa.

Nie dajmy się zwariować, żyjmy tu i teraz. 20 grudnia to będzie dzień moich zmian, nieistotne jak dużych, ważne, że zakończy się sukcesem. Moim sukcesem.

Autor: Malwina Lament