O filmie w Radomiu – rozmowa z Anną Równy

O filmie w Radomiu – rozmowa z Anną Równy
Rozmowa z Anną Równy, radomianką, edukatorką i trenerką filmową, twórczynią pierwszego w Polsce DKF-u dla nauczycieli, odbywającego się cyklicznie w kinie Elektrownia.

Malwina Lament: Radom jest filmowym miastem?

Anna Równy: Wydarzeń kulturalnych stricte filmowych nie jest aż tak dużo. Od ponad 10-ciu lat mamy festiwal Kameralne Lato. To niezwykle cenne i ważne dla nas filmowo wydarzenie artystyczne w Radomiu, ale spotkań z twórcami, pokazów otwartych, jakie odbywają się w dużych miastach w Polsce, właściwie nie mamy. Są wprawdzie dwa multipleksy, które czasami zapraszają reżyserów, aktorów, twórców, ale są to najczęściej zamknięte, małe spotkania organizowane dla szkół, natomiast dorosłym radomianinom rzadko się proponuje taką możliwość. Stąd próba rozwijania pomysłu związanego z moim doświadczeniem zawodowym i pasjami. Założyłam pierwszy w Polsce Nauczycielski DKF, który nazwałam Nauczycielskim Klubem Filmowym MSCDN (Mazowieckie Samorządowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli) i we współpracy z Elektrownią, która ma swój DKF i co poniedziałek wyświetla w ramach jego działalności filmy, co kilka tygodni wchodzimy z naszym klubem. Repertuar ustalam wspólnie z Leszkiem Sikorą, choć często podsuwam i własne propozycje, kierując się obecnością tematów inspirujących środowisko edukacyjnie i gwarantujących po projekcji możliwość dyskusji. Na każde spotkanie zapraszam gości specjalnych – reżyserów, twórców, specjalistów związanych z tematem. Do tej pory odbyło się już kilkanaście takich spotkań. Można przyjrzeć się naszej dotychczasowej działalności na profilu na Facebooku, który nazywa się Nauczycielski Klub Filmowy MSCDN. Mamy tam zarejestrowane wszystkie dotychczasowe spotkania.

Czy NKF cieszy się dużym zainteresowaniem?
Tak, jest stała grupa ludzi. Mimo że nasz klub nazywa się Nauczycielskim, to w seansach uczestniczą radomianie, którzy nie są nauczycielami i to bardzo mnie cieszy. Nie chcemy zamyka się tylko w swojej grupie zawodowej. To, że przychodzą również m.in. lekarze, dziennikarze i artyści plastycy, oznacza dla mnie, że problemy edukacyjne i środowiskowe są ważne. Głosy ludzi „spoza środowiska” w dyskusjach pozwalają nam też poznać stanowiska i argumenty z innej perspektywy. Nie rozmawiamy tylko o edukacji, ona oczywiście jest mocnym trzonem tej dyskusji, staram się wokół niej moderować spotkania, ale poruszamy szeroko pojęte i uniwersalne problemy. Myślę, że gdybym miała możliwość posiadania stałych środków na ten projekt, łatwiej byłoby mi tę inicjatywę promować, m.in. poprzez plakaty, ulotki, reklamy w mediach. Dlatego przydałby się jakiś sponsor, Mecenas Kina. Chętnie nawiążę z kimś takim współpracę.

Jakie znane osobowości świata filmu gościła pani w Radomiu?
Na pierwszy pokaz w ramach DKF, wspólnie z Elektrownią, zaprosiliśmy profesora Tadeusza Lubelskiego, który w formule wykładowej przedpremierowo opowiadał o „Powidokach” Andrzeja Wajdy. Natomiast prawdziwe spotkanie z widownią, która miała możliwość interakcji, otworzyła rozmowa z Bartoszem Kowalskim, reżyserem filmu „Plac Zabaw”. Był to, z mojej perspektywy, jako moderującej wszystkie spotkania, jeden z ważniejszych kinowych wieczorów. Gościło u nas również wielu innych ciekawych twórców i specjalistów, m.in.: Anna Jadowska, Anna Zamecka, autorka filmu dokumentalnego „Komunia”, która przyjechała do nas razem z montażystką, Agnieszką Glińską, twórcy nagrodzonego na ostatnim Kameralnym Lecie „Amerykańskiego snu” – Marek Skrzecz i Kacper Sedzielewski, Robert Gliński, ks. Andrzej Luter – redaktor kwartalnik „Więź”, Michał Oleszczyk – filmoznawca i dziennikarz, i wielu innych. Ostatnio gościliśmy na spotkaniu psycholog MSCDN Izabelę Wrzesińską, która podzieliła się z nami cennymi radami i przemyśleniami po hiszpańskim filmie „Lato 1993”, ukazującym proces przechodzenia przez żałobę i stratę.

Radomianie chętnie zadają pytania twórcom czy dyskutują? Widzi pani potrzebę istnienia klubu filmowego?
Oczywiście. Cieszy mnie, że na twarzach widzów maluje się zainteresowanie, refleksja, zaduma. Słyszę to też w pytaniach, które zadają gościom, a czasami sami mówią o własnych doświadczeniach i odbiorze filmu. To ważne i potwierdza to, o co pani pytała na początku naszej rozmowy – potrzebę klubu filmowego z prawdziwego zdarzenia w naszym mieście, gdzie rzeczywiście po filmie się dyskutuje i rozmawia. Myślę, że nie tylko mnie by uszczęśliwiło, gdyby ktoś rzeczywiście zobaczył w tym potencjał. Jak już wspominałam, szukam ciągle sponsora, który chciałby być formalnym mecenasem tego projektu. Chodzi tutaj o fundusze dające możliwość zapraszania gości. Przyjeżdżają tu zazwyczaj na cały wieczór, to ich dzień pracy, stąd i potrzeba honorarium. Ktoś, kto przeczyta ten tekst i uzna, że jest to interesująca inicjatywa, niech skontaktuje się ze mną albo przez Facebooka, albo przez instytucje związane z projektem. Zachęcam rozsądnych i ambitnych radomskich przedsiębiorców. Łudzę się, że jest szansa w tym mieście, żeby sponsorzy znaleźli sens nie tylko w wspieraniu wydarzeń sportowych.

Skąd zainteresowanie filmem i pomysł, żeby tę pasję rozwijać w Radomiu?
Namiętne i nałogowe oglądanie filmów zaczęłam już jako mała dziewczynka. W ogóle jestem dzieckiem telewizji (śmiech). Świadome i przemyślane w jakimś porządku oglądanie rozpoczęłam w liceum, zaczęłam wtedy czytać o filmie, kupować pierwsze książki filmoznawcze i prasę specjalistyczną. Na studiach polonistycznych szukałam fakultetów i seminariów, które koncentrowały się wokół filmów. Miałam szczęście, że spotkałam w swoim życiu profesora Janusza Plisieckiego z UMCS-u, który zajmował się metodyką edukacji filmowej. Dzięki niemu zrozumiałam, że to jest moja wymarzona droga zawodowa. I myślę, że się udało. Oczywiście nie przyszło od razu, doświadczenia zbierałam latami, zaczynając od udziału w ogólnopolskich programach edukacji filmowej w Polsce, potem rozszerzyłam to o współpracę z nimi jako autor materiałów dydaktycznych, prelegent, trener, ekspert. Mam to szczęście, że współpracuję z instytucjami kulturalnymi i edukacyjnym oraz organizacjami pozarządowymi, odpowiedzialnymi za kształt edukacji filmowej w Polsce. Od ponad roku jestem koordynatorem merytorycznym największego ogólnopolskiego projektu edukacji filmowej w kraju – Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej. Od października 2017 roku rozpoczęłam studia doktoranckie w Katedrze Wiedzy o Filmie i Kulturze Audiowizualnej UG, chcąc moje doświadczenia, pasję, przenieść na grunt badań i nauki. Po odejściu ze szkoły zaczęłam więcej pracować z nauczycielami i ideę edukacji filmowej szerzyć wśród starszych grup odbiorczych. Zawsze moim marzeniem była działalność związana z animacją kultury filmowej, czyli inspirowanie i edukowanie ludzi zainteresowanych kinem, umożliwienie im obcowania z filmem ambitniejszym, prowokującym do myślenia, pozostawiającym z ważną myślą.

Czego pani oczekuje od filmu?
Oczekuję od kina, że będzie wywoływało emocje, nie tylko te dobre. Dlatego powstała sztuka filmowa, żeby poruszać, zmieniać nasze spojrzenie na świat, a także i nas samych. Film, który nie dotyka, nie wywołuje emocji, nie jest wartym filmem wartym zapamiętania. To chyba najważniejsze. Bez względu na wiek, to kim jesteśmy, czym się zajmujemy.

Ulubiony reżyser?
Trudne pytanie… Ważnym reżyserem, którego działalność twórcza jest mi niezwykle bliska, szczególnie w pewnym okresie jego życia, jest Krzysztof Krauze. Na studiach polonistycznych napisałam pracą dyplomową na temat „Gier ulicznych”. Miałam kilkanaście lat później okazję być jego studentką, poznać Krzysztofa jako człowieka, spróbować spojrzeć na jego twórczość w kontekście znajomości osobowości twórcy, jego spojrzenia na świat i ludzi. Istotne są dla mnie działania twórcze kobiet reżyserek w Polsce. Uważam, że to ważne głosy we współczesnym kinie. Myślę tu o Annie Jadowskiej, Małgorzacie Szumowskiej, Annie Zameckiej, Jagodzie Szelc. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich ważnych dla mnie twórców. Ta rozmowa chyba nigdy nie dobiegła by końca (śmiech).

Znajomości ze świata filmu z pewnością działają motywująco, rozwijają zapewne i pani kreatywność. Czy planuje pani stworzyć własny film?
Nie. Na pewno nie (śmiech). Lubię oglądać filmy, pisać o nich i rozmawiać. Gdybym jednak miała osadzić się w jakiejś roli stricte filmowej, to zdradzę pani, że niezwykle fascynują mnie zagadnienia produkcyjne. Ukończyłam roczne studia podyplomowe dla nauczycieli na Warszawskiej Szkole Filmowej, gdzie uczyliśmy się realizować filmy. Przeszliśmy wszystkie etapy, od storyboardów i scenopisów, po finalny montaż i prezentacje kolaudacyjne filmu. Wtedy zrozumiałam, że produkcja to to, co ciekawi mnie najbardziej i w czym mam pewne kompetencje i potencjalne umiejętności.

Jakie plany NKF na najbliższą przyszłość?
Do końca czerwca prawdopodobnie nie będziemy mieć już żadnego spotkania. Planując działania, bierzemy pod uwagę kalendarz roku szkolnego, a że za chwilę zbliżają się egzaminy gimnazjalne a potem maturalne, to zwykle ta końcówka kwietnia, czy maj jest momentem obciążającym nauczycieli. Myśląc o repertuarze na następne miesiące, nadal będę trzymać się głównie kina polskiego. Świadomie je promuję i uważam, że znajomość polskiego kina jest wciąż mała, zarówno wśród dorosłych, jak i młodszych widzów. W miarę możliwości też staram się jeździć na festiwale filmowe, oglądać premiery wcześniej, śledzić plany dystrybutorów. Trudno zatem w tej chwili podać konkretne tytuły, ponieważ pokazujemy filmy premierowe, a nawet przedpremierowe, czyli te, które być może teraz nawet są na etapie produkcji czy postprodukcji.

Życzę powodzenia i sukcesów. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję bardzo i zapraszam do kina Elektrownia. Nie tylko na NKF, ale na ambitne i pełne emocji filmy, które można tam regularnie oglądać. Do zobaczenia na sali kinowej.