Koniec przestawiania zegarków?!

Koniec przestawiania zegarków?!

Za kilka dni, dokładnie w nocy z 28 na 29 października po raz kolejny zmieniamy czas z letniego na zimowy. Może już  ostatni raz. Więc zanim skończymy z tą „tradycją” zobaczmy skąd w ogóle wziął się pomysł na przestawianie zegarków.

Wszystko zaczęło się ponad 100 lat temu. Pionierem przestawiania zegarków był entomolog George Vernon Hudson. Na ten pomysł wpadł z egoistycznych pobudek. Pasją Georga było zbieranie rzadkich gatunków owadów. Niestety jako pracownik poczty kończył pracę kiedy robiło się już ciemno. Za ciemno na poszukiwanie owadów. Stąd pomysł „wydłużenia” dnia. Było to w 1895 roku a jego pomysł nie znalazł wówczas aprobaty w Europie.

Kolejnym zwolennikiem zmiany czasu z letniego na zimowy i odwrotnie był właściciel dużej firmy budowlanej, William Willett. Korzystając z własnych środków finansowych, w 1907 roku opublikował broszurę The Waste of Daylight, w której zaproponował, aby w okresie letnim zegary były przestawiane o 80 minut, co jego zdaniem przyniosłoby oszczędności na oświetlaniu rzędu 2,5 mln funtów.

Złośliwi twierdzą, że to nie jedyny powód jego walki o przestawienie zegarków. Willett uwielbiał jazdę konną a po zachodzie słońca było zdecydowanie trudniej i niebezpieczniej oddawać się tej pasji.

Choć propozycja zmiany czasu znalazła wielu zwolenników, w tym samego Churchilla, to nie udało się jej wprowadzić przed śmiercią Willetta w 1915 roku. Wszystko zmieniła jednak I wojna światowa.

W 1916 r. wprowadzenia zmiany czasu zażądał niemiecki sztab generalny. Za Niemcami poszli najpierw ich Austriaccy sojusznicy, a potem inne państwa zaangażowane w wojnę, w tym Wielka Brytania. Po wojnie, kiedy gospodarki państw ustabilizowały się powrócono do stałego czasu.

Dopiero po kryzysie naftowym w 1973 roku kolejny raz wróciła idea zmiany czasu. Większość państw świata u schyłku lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych wprowadziła czas letni jako odpowiedź na kryzys energetyczny.

Może uciążliwa zmiana czasu skończy się w przyszłym roku. Piszę „uciążliwa” bo z kim bym nie rozmawiał to narzeka. Organizm człowieka przez kilka dni adoptuje się do nowego czasu a to przecież tylko 60 min. Za  mną nie przemawia argument, że pośpię godzinkę dłużej:)