Wędkarstwo – nie o same ryby tu chodzi

Wędkarstwo – nie o same ryby tu chodzi

„Jak można siedzieć kilka godzin i gapić się na spławik, co innego pójść na grzyby…”- chyba każdy kto wędkuje, słyszał ten tekst. Ja również. Narażę się grzybiarzom, ale nie potrafię zrozumieć kilkugodzinnego tułania się po lesie i poszukiwania grzybów w pozycji na wpół zgiętej. Ale jak śpiewały kiedyś Fasolki – „Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…”.

Pierwszy raz z wędką zetknąłem się lata temu. Wczasy z rodzicami, Solec nad Wisłą, bambusowy kij, kawałek żyłki, spławik z korka po winie i pióra. I niewyobrażalna radość z pierwszej złowionej kilkucentymetrowej ryby.

Wczasy się kończyły i wędkarska przygoda razem z nimi. Po kilkunastu latach przechodząc obok sklepu wędkarskiego przypomniałem sobie o tych chwilach nad wodą. Wszedłem. Po kilku minutach rozmowy ze sprzedawcą (notabene niezmiernie miłym i pomocnym) wyszedłem z podstawowym sprzętem do połowu ryb. Zmieniło się. Nie widziałem już bambusów:) Za swój zestaw, wyglądający na dość profesjonalny, zapłaciłem ok. 100 zł. Jak zapewniał mnie pan Bogdan ze sklepu Neon na radomskim Ustroniu, dla początkującego jest to wystarczający sprzęt. Mnie również nie wydawało się wielce prawdopodobnym, że posiadając sprzęt za 500 czy więcej złotych uda mi się łapać większe zdobycze:).

Każdy, kto interesuje się wędkarstwem, wie, że wyrobienie karty wędkarskiej jest procesem czasochłonnym. Co w sytuacji, kiedy mamy gotowy sprzęt i chcielibyśmy go użyć? Zapytałem więc wujka Google i natychmiast znalazł rozwiązanie – stawy komercyjne. Płaci się niewielką sumę, około 10-20 zł i można wędkować. Ja wybrałem się do miejscowości Wólka Gonciarska – 25 km od mojego domu, przytulne, ciche i zielone Wodne Eldorado. Idealne miejsce dla początkujących, jak i profesjonalistów. Rozłożyłem szybko sprzęt, założyłem przynętę, zarzuciłem, usiadłem i…. czekałem wpatrzony w spławik. I nie nudziło mnie to. Napięcia i emocji, które towarzyszą temu gapieniu, nie zrozumie „grzybiarz” ani ktoś, kto nie łowił. Delikatne drgania spławika powodowały wydzielanie adrenaliny niczym tuż przed skokiem ze spadochronem:).

Udało się za pierwszym „posiedzeniem” wyciągnąć niedużego karpika. Oczywiście ryba wróciła do wody. I od tego momentu co jakiś czas wypuszczam się na rybki. Nie chodzi tutaj wyłącznie o samo łowienie. Siedzenie na łonie przyrody, cisza przerywana pluskiem ryb albo śpiewem ptaków, której nie doświadczy się w mieście, sprawiają, że wędkarstwo ma tylu pasjonatów.

Mam nadzieję, że zachęciłem choćby jednego z was do spróbowania. Hobby nie jest drogie, do amatorskiego połowu wystarczy sprzęt za 100-150 zł. A jeśli połkniecie bakcyla, z czasem powiększycie swoje zasoby o wędziska do różnych metod połowu, akcesoria… ale to już temat na inny artykuł.

Autorem tekstu jest Grzegorz